platforma blogowa portalu
nowiny

Filozoficzne sikanie Palikota

WIADOMOŚCI ROZRYWKOWE

(Odcin 9)

      Minister Radosław Sikorski, realizując swoją wizję polityki zagranicznej, zjechał do Rzeszowa. I wypełniając ministerialne obowiązki, przedstawił się jako kandydat na kandydata Platformy Obywatelskiej na prezydenta RP. Nie omieszkał wspomnieć o nogawkach, które obszarpał mu partyjny kolega: – Jeżeli chodzi o głębię filozofii politycznej Janusza Palikota, to ja za nią nie nadążam – z perfidną skruchą wyznał  cudzoziemcom z Rzeszowa.

   Trudno, pomożemy panu ministrowi.

Jeden z platformersów ujął tę filozofię w duchu harcerskiego naturalizmu: – Jeśli Palikot sika poza nasz namiot, to jest dobrze. No tak, bo wtedy obsikany jest a to prezes Kaczyński, a to prezydent Kaczyński, a to prezes Kaczyński, a to prezydent… itd. – Ale kiedy Palikot zaczął sikać w namiocie – taki jest drugi człon tezy anonimowego platformersa – to wtedy zaczęły się problemy. No tak, bo jeśli sika na Sikorskiego, jego żonę, Sikorskiego, Schetynę, Sikorskiego…  

Komisja od prawyborów z Hanną Gronkiewicz-Waltz zaleciła szefostwu partii z wysokości swojego stolca ukaranie Palikota. Ale szefostwo, zniewolone anielską obietnicą najlepszego performesa wśród plaformersów, że do czasu prawyborów zamknie rozporek na kłódkę, wspaniałomyślnie i po raz 124 odstąpiła od kary.

    – Palikot zagrał ostro – mówił minister Sikorski do obcokrajowców w Rzeszowie. – Pytał, czy jestem kandydatem PiS, czy PO. Poprosiłem, żeby napisał sto razy, że nie jestem kandydatem PiS, tylko PO, i on to napisał na swoim blogu – tłumaczył cudzoziemcom z Rzeszowa, bo przecież tutaj zdecydowanie przeważa elektorat PiS.  

     Lepszy pomysł miała Monika Olejnik.  Według niej, najtęższy łeb filozoficzny wśród platformersów powinien napisać na swoim blogu sto razy: – Jestem głupi i nazywam się Janusz Palikot.

    Ile warte są jego obietnice, a ile warta karząca ręka jego partii, świadczy to, że już za parę dni w Katowicach – na spotkaniu  kandydatów na kandydata z „Młodymi Demokratami” – Palikot, za przyzwoleniem Komorowskiego i Sikorskiego, dał kolejne show. Ale, na szczęście, tym razem obsikał zwłaszcza siebie.

Jeśli sprawdzi się przepowiednia jego partyjnej koleżanki Joanny Muchy, w myśl której „Palikot gra na siebie”, to wkrótce – w trosce o partyjną higienę – trzeba będzie przynajmniej raz na tydzień wrzucać Palikota do pralki. Prać go solidnie w temperaturze 100 stopni, a potem przepuszczać przed tradycyjną wyżymaczkę z dwoma wałkami.

    A on, jak zwykle, otrzepie się, przeprosi, nadmucha i znowu zrobi swoje, czyli obsika.

Wielki kłopot Sądu Rejonowego w Rzeszowie

(Odcin 8 )

ZIMNY PRYSZNIC

        Nie chcemy nikogo dołować

Sąd Rejonowy w Rzeszowie ma poważny kłopot. Niebawem jego prawie 400 pracowników przeprowadzi się do nowej siedziby. To oczywiście fart, a nie ten kłopot. Jeszcze dziś pieszczą ich uszy słowa Zbigniewa Ziobry z września 2007, który jako minister sprawiedliwości powiedział po wmurowaniu kamienia węgielnego: – Nie zawsze było tak, jak zasługiwała godność sprawowanego urzędu sędziowskiego. 

Teraz będzie godnie, bo nowy obiekt to kawał nowoczesnej architektury za 65 mln. Dlatego otwarcie, przewidziane na czerwiec, ma się odbyć z wielką pompą. Oczywiście, podłączoną do beczkowozu z szampanem.

Jest tylko jeden niegodny aspekt sprawy, chodzi o nazwę ulicy, przy której powstaje sąd. No bo przy Dołowej? – Że niby z sądu można wyjść tylko załamanym? Może wystarczy ten łódzki Areszt Śledczy przy Smutnej! – słychać syki na korytarzach starego sądu. No jasne, co innego, gdyby areszt był przy Wesołej.

Sędziowie ze stowarzyszenia „Iustita” zaproponowali, żeby ulica nosiła imię rzeszowianina Maurycego Allerhanda, profesora Uniwersytetu Lwowskiego. Urzędnicy z magistratu kręcą nosami, bo to nazwisko trudne do wymówienia. Nawet dla nich, a co dopiero dla klientów sądu. I przedkładają gen. Kustronia. – Już lepiej brzmi niż Dołowa – w jednej z lokalnych gazet ucieszył się Tadeusz Strzyż, prezes rzeszowskiego Sądu Rejonowego.

Aby sędziowie i magistraccy urzędnicy podjęli jedynie słuszną decyzję w tej jakże ważnej sprawie, ogłaszamy ranking na nazwę inkryminowanej ulicy.

Oto nasze propozycje:

1. Sprawiedliwa

2. Najważniejsza

3. Koturnowa

4. Dożywotnia

5. Przewlekła

6. Paragrafialna

7. Odwoławcza

8. Procesualna

9. Formalnoprawna

10. Ślepa

Czytelnicy! Opiniujcie i głosujcie. Rozrywa czeka.

Odcin 7

 

ZE STAREJ SZYFLADY

Przed odtrąbieniem

200 lat temu po raz pierwszy krzyknął na tym świecie Fryderyk Chopin. Muzyczna kwintesencja polskości, którą nadal zachwycają się nie tylko Chińczycy.

To bardzo dobrze, że mamy teraz istny, niemal bezustanny festiwal chopinowski. Ale czy to coś zmieni, gdy rocznica zostanie odtrąbiona? Z przygnębieniem przeczytałem w jednej z gazet, że według najnowszych badań 80 procentom  rodaków Chopin kojarzy się przede wszystkim z nazwą wódki.

Chociaż Fryderyk lubił towarzystwo, świetnie parodiował w takich sytuacjach znane osobistości, i za kołnierz nie wylewał, to jednak nie dlatego przetrwała jego muzyka.

Oto moja cegiełka do olbrzymiego gmachu ze wzruszeń pt. Fryderyk Chopin.

(Usprawiedliwienie: Chociaż tekst, który niżej, powstał przed 10 laty, publikuję go po raz pierwszy.)

        Z cyklu: Kartki rzeszowskie i błękitne

Garść ziemi

We wtorek, 16 lutego AD 1999 zmarł nagle Antoni Chodorowski, zwany Chodorem, wirtuoz stańczykowskiej kreski.

Tej niedzieli obejrzałem w telewizji amerykański melodramat o Chopinie. Podobno, gdy w połowie listopada 1830 roku po raz drugi i już na zawsze wyjeżdżał za granicę, zwyczajem przodków wziął ze sobą garść polskiej ziemi.

Może to w niej tliły się najpierw jego preludia, mazurki.

Tej niedzieli zobaczyłem też w telewizji żywego Chodora. Jakby się nic nie stało, rysował dla dzieci mazowiecki pejzaż z warkoczem.

On też nie zabrał swojej miłości ze sobą.

Cisza ma swoje dźwięki, a niewidzialność – kreski. Milczenie ma swoje słowa.

Słuchajmy więc Chopina, czytajmy to, co przed nami zakryte, a Chodor nadal niech rysuje.

       Świetliste źdźbło jest w garści ziemi.

 

Rzeszów, 22lutego AD 1999

Odcin 6

CO ZA NIUS!

   Jak cenzor nie spłynął do morza

    Nie tylko Nowiny rozpisują się o dzielnym strażaku z Przemyśla Danielu Dryniaku, który ryzykując życiem, uratował wędkarza z dryfującej kry na Sanie.  Najważniejsze, że młody strażak, po przejściu dwóch operacji, będzie żył.

Ale czy wiecie, kogo uratował? Tak, powiecie, że ten wędkarz to Adam Smuk z Przemyśla. Ale czy wiecie, kim był?

Z niezwykle wiarygodnego źródła w naszym „małym Krakowie” dowiadujemy się, że Adam Smuk był znanym urzędnikiem – pracownikiem Urzędu Kontroli Prasy,  Publikacji  i Widowisk, czyli PRL-owskiej cenzury.  Młodym przypomnijmy, że ten antyobywatelski knebel został zlikwidowany  dopiero w kwietniu 1990 roku.

        Nasze niezwykle wiarygodne źródło opowiada, jak to podczas wernisażu w przemyskiej Galerii Współczesnej wiersze Mickiewicza miał recytować Jan Adamski – świetny aktor, który po latach pracy w słynnym Teatrze Starym w Krakowie, podjął współpracę z rzeszowskim teatrem dramatycznym, popularnie zwanym Siemaszką (od nazwiska patronki).

    Otóż cenzor Adam Smuk zażądał wtedy od organizatorów przedstawiania mu wierszy naszego Wieszcza w celu umieszczenia na nich swojej cenzorskiej pieczęci. Co za czujność!

      Nasze niezwykle wiarygodne źródło ubolewa, że pan cenzor nie spłynął na krze do morza. Karcimy źródło. Bo cenzor, podobnie jak pies, to też człowiek! A że, powołując się na klasyka, taki człowiek nie brzmi zbyt dumnie… Trudno. Ważne, że wędkarz – były cenzor pospieszył  z kwiatami do swojego młodego wybawcy.

   Kto pamięta inne wyczyny pana cenzora, niech opisze i migiem nadsyła do „Rozrywy”.

Odcin 5

WIADOMOŚCI ROZRYWKOWE

Prezydent Kaczyński bez bawełny

    Dobrze znamy bardzo krytyczny stosunek prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do pracy rządu premiera Tuska. Komu mało tej wiedzy, niech zajrzy na prezydencką stronę internetową, gdzie roi się od czarnych scenariuszy dla Polski.

Aż tu nagle na tradycyjnym noworocznym spotkaniu z dyplomatami z cało świata pan prezydent wyskakuje z rewelacją: – Nie będę owijał w bawełnę, należymy do najlepiej rozwijających się krajów, powinniśmy być w Grupie G-20.

Przypomnijmy, że grupa ta skupia najbogatsze kraje świata.

Mamy trzy pytańka do pana prezydenta pozbawionego bawełny:

- To kiedy pan mówi prawdę?

 Czy to ładnie: mówić inaczej niż prezes PiS-u?

Jak się żyje w takim rozdwojeniu?

 

Prezes Greń w rozkroku

Kazimierz Greń, prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, a jednocześnie radny z klubu popierającego prezydenta Rzeszowa, napiął się i wziął tak szeroki rozkrok, ze aż mu portki zatrzeszczały w szwach i rozporku.

Bo jak wytłumaczyć to, że prezes z Rzeszowa robi wszystko, aby Szkolny Ośrodek Sportowy dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej, który szkoli w zakresie piłki nożnej, istniejący w stolicy województwa, został przeniesiony do Krosna. Prezes już w świetle kamer machnął swój autograf pod umową z krośnieńskim prezydentem. I litościwie dodał: – Rzeszów może mieć nadal swój ośrodek. Tyle że teraz będzie go musiało dotować miasto, a nie ministerstwo sportu. Tak powiedział radny Rzeszowa, przewodniczący komisji sportu w rzeszowskiej Radzie Miasta, popierającej prezydenta Ferenca.

     To już nie rozdwojenie, lecz roztrojenie! Od słuchania takiego rozstrojonego prezesa i radnego rzeszowskiego, można stracić nie tylko słuch muzyczny, ale i nadzieję.

  Od gondoli do kreta

  Najpierw władzom Rzeszowa marzyła się napowietrzna kolejka gondolowa. Teraz mówi się o jednoszynowej kolejce, nazywanej gąsiennicą. Niektórzy tak posunęli się w swoim zapale, że zaczęli się kłócić, którędy kolejka ma jeździć. Chociaż jeszcze nie ma ani wielkiej forsy na tę gąsiennicę, ani żadnego projektu, ani żadnej decyzji.

Coś nam się zdaje, że niedługo usłyszymy o podziemnej kolejce, zwanej kretem.

Odcin 4

CYTATA

Nieczułość rządzi prawami ekonomii i stoi u podstaw świętych zasad rynku. A wszystko to odbywa się tak spontanicznie, że nikt nie tylko nie zauważa bestialstwa tej sytuacji, lecz nawet nie dostrzega istnienia problemu.

Wittoriano Andreoli “Zrozumieć cierpienie”, Wydawnictwo Homini, 2008

Cytatę dedykujemy wszystkich polskim Bestiom w ludzkich skórach. Nie wyłączając tych lokalnych.

Odcin 3

Witaj, witaj, Maluteńki,

coś na przyniósł spokój wielki.

Witaj, witaj, Dzieciąteczko,

z Tobą zawsze lżej jest deczko…

* * *

ZIMNY PRYSZNIC

Zanim zaczniemy świętować

Wieczór, coraz zimniej. Ulicą w obcym mieście idzie biednie wyglądająca para. Ona z dużym brzuchem. – Chyba zaraz urodzę – szepcze, opierając głowę na jego ramieniu. – Wytrzymaj, kochana, zaraz znajdziemy szpital – odpowiada partner i macha w stronę pędzących aut. Ale kierowcy spieszą się do domów, do najbliższych.

Czytaj dalej…

Rozrywa 2

ODCIN  2

PRZESTROGA TYGODNIA

Wnimanje, wnimanje!

PiS powołał Zespół Pracy Państwowej, czyli swój gabinet cieni. B. premier Marcinkiewicz gabinet cieni Tuska nazwał cieniasami. Dlatego pisowcy woleli nazwać swój gabinet ZPP. Proszę teraz ZPP nie mylić z powstałym w Związku Sowieckim Związkiem Patriotów Polskich pod wodzą Wandy Wasilewskiej.

Ponoć wśród samych pisowców mówi się o ZPP jako Zespole Pracy Przymusowej. A niejeden z nich wzdycha: – Co za pech, co za pech…

Czytaj dalej…

Rozrywa, odcinek I

SENTENCJA TYGODNIA

Po co nam ustawa hazardowa, likwidująca speluny z grami na automatach? Niech jednorękimi bandytami zajmie się nasza służba zdrowia. Padną wtedy o wiele szybciej.

Czytaj dalej…